Szukaj


Komańcza - Chryszczata - Przełęcz Żebrak, GSB
Image
Na rozstaju w Duszatynie (foto: P. Szechyński)
Wycieczka z Komańczy na Chryszczatą przebiega Głównym Szlakiem Beskidzkim, czyli czerwonym szlakiem, który "wpada" do Komańczy niedaleko klasztoru.

Szlak ten bez trudu złapiemy obok stacji PKP Komańcza i od tej pory będziemy się go trzymać. Vis a vis stacji znajduje się kościół rzymskokatolicki, za którym szlak skręca w lewo i kieruje się w stronę rzeki Osławicy. Pierwszym etapem wycieczki, będzie dostanie się na do Prełuk, jest to pierwsza po drodze wioska, którą napotkamy na trasie szlaku. W zależności od np. pogody, można zdecydować czy ten odcinek pokonywać szlakiem, czy też pójść drogą, która zaprowadzi nas prosto do Prełuk, a na którą właśnie weszliśmy. Lepiej jednak iść szlakiem, ponieważ będziemy poruszać się w ciekawszym przyrodniczo terenie oraz zaoszczędzimy czasu, dlatego, że drogą idzie się nieco dłużej.

Czas dojścia na Chryszczatą podany na tabliczce w Komańczy, to 4,5h i jest to czas raczej rzeczywisty. Można oczywiście ten odcinek pokonać szybciej, ale nie o tu przecież chodzi. Warto przy okazji zwrócić uwagę na godzinę wyjścia z Komańczy, ponieważ jeżeli zamierzamy wrócić z powrotem, jest to praktycznie wyprawa całodzienna, licząc 4,5h na Chryszczatą, 3h powrót i oczywiście czas spędzony na dłuższym zatrzymywaniu się. Zrobi się z tego 8-9h i dlatego warto wyjść rano, ponieważ nie najlepiej idzie się przez bieszczadzki las po ciemku, a jeżeli źle oszacujemy czas, niechybnie nas to spotka. Można zastosować oczywiście inne warianty: albo jeśli mamy ze sobą namioty, nie wracać do Komańczy, zaoszczędzając wtedy ok.1,5h odcinek drogi powrotnej Duszatyn-Komańcza i rozbić się w Duszatynie, na polu namiotowym u ujścia Olchowatego do Osławy i z Chryszczatej wrócić już tylko do namiotów, albo w ogóle nie wracać tylko przejść Chryszczatą i zanocować w odległej o ok.45min. drogi ze szczytu Chryszczatej bazie namiotowej Rabe (nocleg w bazie - ok.7zł).

Image
Wodospadzik na Olchowatym (foto: P. Szechyński)
Szlakiem idzie się z Komańczy bardzo przyjemnie, cały czas w terenie zalesionym, mijając po prawej niewidoczny stąd szczyt Smerekowca (564m. n.p.m.).

Las którym idziemy wśród miejscowych nazywany jest Uczyniec. Przy odrobinie szczęścia, można tu spotkać lisy, sarny, jelenie i innych przedstawicieli bieszczadzkiej fauny. Pod koniec lat 80-tych udało mi się natknąć tutaj na wilka - przeszedł spokojnie w odległości ok.10m, tuż przy lesnej przecince, wyraźnie nie zainteresowany towarzystwem. Po pewnym czasie ścieżka zacznie się piąć mocno pod górę, aż dojdziemy na wzniesienie, tu ścieżka się wyprostuje i przez pewien czas idzie się niejako po równym terenie. W tym miejscu bardzo długo utrzymuje się błoto, nawet kilka słonecznych dni po intensywnych opadach nie jest w stanie wysuszyć tego odcinka - pamiętając o tym warto zaopatrzyć się w odpowiednie na górskie wędrówki buty. Po pewnym czasie zaczniemy schodzić mocno w dół, będzie to znak, że zbliżamy się do Prełuk.

Pierwsze co spotkamy po wyjściu z lasu, to droga, którą zostawiliśmy w Komańczy, a właśnie w tym miejscu krzyżuje się ona z naszym szlakiem. Wchodzimy do Prełuk. Przed nami tory wąskotorówki, po lewej nieczynna już stacja wspomnianej kolejki, a kawałek dalej za torami most przez Osławę. Prełuki składają się dziś w zasadzie z kilku zabudowań, jednak kiedyś była to znacznie większa wioska. Przed II wojną światową Prełuki (zwane kiedyś Przełęki - nazwa pochodzi od staropolskiego słowa "przełęk", co znaczy pole orne) liczyły 64 ciągnące się wzdłuż Osławy gospodarstwa. W pobliżu stacji kolejki znajduje się miejsce po cerkwi i stary cmentarz łemkowski. Drugi wiejski cmentarz, znajduje się nad miejscem, które nazywane jest Łuh, aby go odnaleźć, należy skręcić w stronę stacji wąskotorówki i przejść kawałek torami. Jeżeli odnajdziemy miejsce po cerkwi i cmentarz łemkowski, to Łuh znajduje się niemal dokładnie naprzeciw, po drugiej stronie toru, jednak znacznie dalej od toru położony i zarośnięty lasem. W razie czego najlepiej zapytać miejscowych (obok jest leśniczówka).

Image
Dolne jeziorko (foto: P. Szechyński)
Idziemy dalej, teraz już w kierunku Duszatyna.

Gdy kursowała jeszcze kolejka, znacznie ciekawiej szło się do Duszatyna torami, jednak obecnie, tory są mocno porośnięte wysoką trawą i idzie się bardzo niewygodnie. Przechodzimy więc most i kierujemy się zgodnie z kierunkiem szlaku - w stronę Duszatyna. Trasa biegnie teraz doliną Osławy, co kawałek są miejsca gdzie można zejsć do rzeki. Po pewnym czasie napotkamy po lewej stronie, dość wysokie jak na te warunki osuwisko, na zboczach Suchego Czartiża (656m. n.p.m.)a naprzeciw osuwiska, most kolejki nad Osławą. Bardzo ładne miejsce, jest na co popatrzeć. Oczywiście widok z mostu też jest bardzo przyjemny (dla tych którzy zdecydowali się iść torami). Osuwisko to zmienia się z roku na rok w zależności od intensywności i siły opadów. Osława "obiega" tutaj Łokieć, teren ten to rezerwat przyrody "Przełom Osławy pod Duszatynem".

Zostawiamy osuwisko i idziemy dalej wzdłuż lasu Kremenec (po lewej), na chwilę rozstając się z Osławą, która skręciła w prawo, aby wielkim łukiem opłynąć Łokieć (513m n.p.m.), jednak za chwilę spotkamy ją ponownie. Zbliżamy się do Duszatyna. Tu także jest kilka domów, oraz nieczynna stacja kolejki. Jest tu parking (bezpłatny), oraz bar sezonowy. Dochodzimy do wspomnianego wcześniej pola namiotowego. Pole jest niewielkie, zazwyczaj jest tu niewiele namiotów, miejsce zawsze się znajdzie (ostatnio pole zostało zamknięte, jednak namioty rozstawiane są nadal). Przed polem namiotowym szlak skręca w lewo, droga prosto wyprowadziłaby nas do Mikowa. Pozostało nam ok.1,5-2h drogi do Jeziorek Duszatyńskich i jeszcze 40 minut stamtąd na szczyt Chryszczatej.

Teraz łagodnie, wzdłuż Olchowatego, drogą leśną. W okresie wiosenno-letnim, po obu stronach drogi sterty "papierówki". Po pewnym czasie, napotkamy po prawej stronie niewielki próg na potoku, który tworzy całkiem przyjemny wodospadzik. Po pewnym czasie droga zaczyna się lekko wspinać pod górę, pokonujemy niewielki strumyk o nazwie Solona Woda a chwile potem Olchowaty i zaczynamy mocniej podchodzić pod górę. Niedługo natkniemy się na tablicę informującą, że wchodzimy na teren rezerwatu "Zwiezło". Jeszcze chwila stromego podejścia i osiągamu pierwsze, dolne jeziorko duszatyńskie. Jesteśmy na wysokości 683m n.p.m. Jeziorka są piękne o każdej porze roku, warto tu sobie zrobić krótką przerwę, jest zresztą gdzie usiąść. Urok miejsca psują śmieci. Sterty śmieci, aczkolwiek zebrane niby w jedno miejsce, ale to nie rozwiązuje problemu, a pomysleć, że wystarczy, aby każdy zabrał swoją pustą butelkę, czy zużyty papierek ze sobą i pozbył się go w odpowiednim do tego celu miejscu - te parę dekagramów naprawdę nie zrobi nam różnicy. Dotyczy to zwłaszcza biwakujących w tym miejscu "na dziko".

Image
Obelisk na Chryszczatej (foto: P. Szechyński)
Po krótkiej przerwie, obchodzimy jeziorko z lewej strony i udajemy się dalej.

Po piętnastu minutach, spotkamy kolejne - górne jeziorko duszatyńskie, położone na wysokości 701m n.p.m. Warto przypomnieć, że kiedyś były tu trzy jeziorka, jednak z jednego z nich hrabia Potocki spuścił wodę w okresie międzywojennym. Jeziorka powstały natomiast w przeddzień rzymskokatolickiej Wielkanocy roku 1907, na skutek osunięcia się olbrzymich mas skalnych, stąd też nazwa utworzonego w 1957r rezerwatu "Zwiezło".

Opuszczając drugie jeziorko (uwaga na zakręt szlaku - sporo turystów gubi go w tym miejscu, klucząc potem niepotrzebnie po lesie) udajemy się w kierunku Chryszczatej. Podejście powinno zająć nie więcej niż 40 minut, jednak jest dość strome, droga pnie się cały czas pod górę, pośrodku bukowego lasu. Wyjście jest dość męczące, dlatego na szczycie warto sobie zrobić dłuższą przerwę, dla zregenerowania sił. W zimie 1914 roku przebiegała tędy linia frontu austriacko-rosyjskiego. Z tego okresu pozostały ciągnące się grzebietami okopy, oraz całkowicie schowane, zarośnięte lasem cmentarze wojskowe. Najbliższy z nich znajduje się pod grzbietem Chryszczatej opadającym w kierunku Mikowego (na południe), jeżeli dysponujemy zapasem czasu, można go spróbować odnaleźć, najlepiej wczesną wiosną, lub późną jesienią - zanim wszystko zarośnie, lub zanim spadnie śnieg. Z Chryszczatej można jak już wspomniałem zawrócić do Duszatyna lub Komańczy, ale można też, nadal czerwonym szlakiem, pójść w kierunku Cisnej (ok.6h), lub zejść do bazy namiotowej Rabe (ok.45min) szlakiem bazowym czy też do Bystrego szlakiem zielonym.

Zejście z Chryszczatej na Przełęcz Żebrak jest bardzo przyjemne, niemęczące - aczkolwiek pozbawione widoków. Mniej więcej w połowie drogi napotykamy krzyż upamiętniający walki z 1914-15 roku - być może nieopodal był niegdyś cmentarzyk wojskowy. Po godzinie marszu ze szczytu wychodziy na drogę na Przełęczy Żebrak. Szlak czerwony biegnie dalej prosto. W lewo można dojsć do bazy namiotowej Rabe lub dalej: przez Rabe do Bystrego. W prawo natomiast po chwili dochodzimy do skrzyżowania. Droga prosto schodzi do Mikowa, natomiast w lewo do Woli Michowej (5,6km).

Podsumowanie czasów przejść:

szlak czerwony: 

Komańcza - Duszatyn: ok. 2 h, w przeciwną stronę: 2 h,

Duszatyn - Chryszczta: ok. 2½ h, w przeciwną stronę: ok.2 h,

Chryszczata - Przełęcz Żebrak: ok. 1 h, w przeciwną stronę: 1¼ h,

Przełęcz Żebrak - Cisna: ok.4¼ h,

szlak żółty:

Baza namiotowa Rabe - Chryszczata: ok. 1¼ h.

Chryszczata - baza namiotowa Rabe: ok. ¾ h.

P. Szechyński

 
Polecamy:  Noclegi Bieszczady
 
Materiały prezentowane na stronach serwisu (teksty, zdjęcia) chronione są prawem autorskim. Wykorzystanie wymaga zgody redakcji.
 © OKiWM 2006 www.komancza.info
 współpraca: Twoje Bieszczady