Szukaj


Jak Żubraczy wyrżnął ognistą kulą w Steciw Las (A. Potocki)
Image
rys. Jędrek Wasielewski-Połonina
Przeto inni powiadają, że z tymi jeziorkami, co powstały na stoku Chryszczatej, było zupełnie inaczej. W bieszczadzkich ostępach leśnych żyły sobie kiedyś biesy spokojnie, nie niepokojone przez nikogo. Aż tu nagle pod koniec XIX wieku rozpoczęto budować kolej wąskotorową z Łupkowa do Cisnej, a potem nawet dalej do Kalnicy i Beskidu. Kolej miała ułatwić eksploatację drewna z bieszczadzkiej puszczy. Oj, piekliły się biesy, kiedy im świst parowozików ciszę płoszył, a i stukot drwali ścinających drzewa miłym dla ucha nie był.
 
Najbardziej te nowe porządki drażniły biesa Żubraczego. Postanowił zatem znaleźć sobie nowe leśne zacisze. Udał się w tym celu do biesowego kniazia Chryszczatego, by ten nowy rewir mu wyznaczył. Chryszczatego zastał w ponurym nastroju. Siedział na uroczysku Czartoryi pod starym dębem i nerwowo wyskubywał sierść ze swego ogona. Pomyślał Żubraczy:

- Nie dobrą porą przyszedłem, ale niech tam...
- Ja tu waszeci kniaziu z niecierpiącą zwłoki sprawą - zaczął Żubraczy niepewnie.
- Wiem, wiem - odburknął Chryszczaty.

Bo biesy znają nie tylko ludzkie myśli, ale także swoich kamratów.
- Ja już dłużej nie wytrzymam w swoim rewirze. Jak nie dostanę nowego, przeniosę się na słowacką stronę Bieszczadu.
- Na razie niewiele mogę ci dać - odparł Chryszczaty - ale podzielę się z tobą tym, co mam. Weź sobie SteciwLas, to dobre i spokojne miejsce.
 
Wziął Żubraczy Steciw Las. Nawet zadowolony był. Kiedyś siedział na polanie i kulę żywiczną lepił. Wielka już była, z dziesięć łokci średnicy miała. Naraz patrzy Żubraczy, a tu stara Haratyna zioła w lesie zbiera. Zbiera igada coś baba do siebie. Zaciekawiło biesa to babskie gadanie. Myślał, że pewnie zaklęcia jakie. Nastawił uszu i słucha.

- Oj, co to będzie, co to będzie, kiedy ten czarci wynalazek – kolej - przez Duszatyn zrobią. Krowy z przestrachu pewnikiem mleko stracą, kury nieść jajka przestaną. Oj, trzeba będzie to nieszczęście odczynić. Na psa urok...– biadoliła starucha.
 
Jak posłyszał Żubraczy, o co rzecz idzie, że tu jemu znowu kolej chcą zrobić, jak weźmie tę żywiczną kulę, a siarczystym przekleństwem ją zapali, jak wyrżnie nią w Steciw Las... To aż ziemia zadrżała i w cerkwi prełuckiej same dzwony się rozdzwoniły. Ludzie w popłochu z domów uciekali, przerażeni, że to pewnie koniec świata się rozpoczął. Stara Haratyna, co to wszystko widziała, aż zaniemówiła z przerażenia i dopiero po siedmiu dniach odjętą mowę jej wróciło.
 
Uderzenie Żubraczego było tak straszne, że Steciw Las z całym zboczem góry osunął się w dół, do jaru Olchowatego potoku. A działo się to wszystko 30 kwietnia w siódmym roku dwudziestego wieku. Deszcze wtedy duże padały i wezbrane wody Olchowatego potoku szybko napełniły zatarasowany jar. Kiedy wreszcie mieszkańcy Duszatyna zdecydowali się za namową popa Grigorija chrest postawić w miejscu, gdzie Haratyna widziała biesa, zastali tu trzy stawy, których wcześniej nie było. Zbocze góry, gdzie rósł Steciw Las, wyglądało jakby je kto obdarł ze skóry. A Żubraczy? Pewnie poszedł na słowackąstronę Bieszczadu, bo więcej nikt go tu nie widział.
 
Andrzej Potocki
 
Legenda pochodzi z książki A. Potockiego "Księga legend i opowieści bieszczadzkich" - za zgodą autora. 
 
Materiały prezentowane na stronach serwisu (teksty, zdjęcia) chronione są prawem autorskim. Wykorzystanie wymaga zgody redakcji.
 © OKiWM 2006 www.komancza.info
 współpraca: Twoje Bieszczady
hosting i wdrożenie CMS webfabryka.pl © 2006