Szukaj


Diablo-zbójecka pieczara (A. Potocki)
Image
rys. Jędrek Wasielewski-Połonina
Czy wiecie, dlaczego to miejsce, gdzie Olchowaty do Osławy wpada, nazwano ostatecznie Duszatynem , choć pierwej zwano je Piekarkami? Jeżeli nie, to przeczytajcie, co opowiadali przed wieloma laty starzy ludzie z tamtych okolic.
 
Było to bardzo dawno temu. Może nawet jeszcze wtedy, gdy jeździli przez te ziemie kupcy rzymscy na północ po bursztyn. W Bieszczadach mieszkali już ludzie, mało ich było, ale byli. Biesów było za to znacznie więcej niż teraz. Wodzili oni ludzi na pokuszenie, żeby ich dusze dzięki temu posiąść i do piekła odstawić. Wiary chrześcijańskiej jeszcze wtedy tu nie było, więc ludzie żyli w pogaństwie i o potępioną duszę wcale nie było trudno. Piekło nie zawsze mogło wszystkie dusze od razu przyjąć, musiały więc czekać na swoją kolej. Ale nie można było takiej duszy zostawić byle gdzie, bo mógł ją w międzyczasie misjonarz jaki nawrócić i wtedy była już dla piekła stracona. Dlatego należało znaleźć jakieś miejsce, gdzie dusze przed odstawieniem do piekła można byłoby bezpiecznie przechować.
 
W Duszatynie, tam, gdzie jest teraz największe z jeziorek, na stoku Chryszczatej góry, była ogromna pieczara. W niej właśnie biesy trzymały dusze znoszone z całych Bieszczadów. Wejście do pieczary zatykano wielkim głazem, przy którym zawsze stała czartowska warta.
 
Pieczarą zawiadywał bies Harchaj. Nieludzkie to było diablisko, nawet kumotry go nie lubiły. Znęcał się nad duszyczkami, trzymając je bez jedzenia, picia i odzienia. To miejsce biesy nazywały Duszatynem, a od nich nazwę przyjęli ludzie i tak już zostało. Potem, kiedy nastało chrześcijaństwo i o dusze było coraz trudniej, biesy opuściły pieczarę.

Gdy dowiedzieli się o niej zbójcy, zaczęli gromadzić tam zrabowane skarby. Złoto, srebro i szlachetne kamienie. Całe skrzynie, wielkie jak sąsieki, były nimi napełnione. Wejścia do pieczary po dawnemu zatykano głazem. Żeby go ruszyć, stu zbójców musiało wytężyć swoje siły. Wreszcie zbójecką bandę spotkał smutny los.
 
Kiedyś przeprawiali się zimą przez rzekę Osławę po lodzie. Lód się pod nimi załamał i wszyscy się potopili. Tylko jeden z nich, co pierwszy szedł, wydostał się na brzeg. Osiadł po tym wypadku w Duszatynie, niby to kmiecia udając, cały czas jednak przemyśliwał, jak by się tu do skarbów dobrać. Ale sam nie mógł głazu przed jaskinią ruszyć, a nie chciał się skarbami z nikim dzielić. Kupił przeto u wojska kilka beczek prochu i podłożył pod skałę. Kiedy nastąpił wybuch, obsunęło się całe zbocze góry i zatarasowało Olchowaty potok. Tu, gdzie było wejście do jaskini, powstało duże jezioro i skarby gdzieś na jego dnie spoczęły. Niektórzy powiadali jednak, że ostatecznie diabli je wzięli.
 
Andrzej Potocki
 
Legenda pochodzi z książki A. Potockiego "Księga legend i opowieści bieszczadzkich" - za zgodą autora. 
 
Materiały prezentowane na stronach serwisu (teksty, zdjęcia) chronione są prawem autorskim. Wykorzystanie wymaga zgody redakcji.
 © OKiWM 2006 www.komancza.info
 współpraca: Twoje Bieszczady
hosting i wdrożenie CMS webfabryka.pl © 2006