Szukaj


Od Niedźwiedzia aż do Kija 12.01.2008

Bieszczadzki maraton narciarski w rytm ciuchci

Niedźwiedź (foto: Maciej Kuczma)
Aż 41 kilometrów mieli do pokonania uczestnicy najdłuższej trasy II Bieszczadzkiego Biegu Narciarskiego Szlakiem Kolejki Leśnej. Najlepsi zrobili to szybciej niż niegdyś parowa lokomotywka. Pewnie dlatego, że nie przystawali dla nabrania wody i jej zagotowania do postaci pary…

„Od Niedźwiedzia aż do Kija”

Takie hasło biegu wzięło się stąd, że pomysł bieszczadzkiego maratonu dla narciarzy po uśpionych zimą torach kolejki rzucili: Piotr Ostrowski - „Niedźwiedź” -  z Wetliny i Wojciech Gosztyła - „Kiju” -  z Woli Michowej. Oni też podjęli się roli głównych organizatorów, znajdując pomoc w kilkunastu instytucjach. Patronat honorowy nad imprezą przyjął Stanisław Kowalewski, dyrektor RDLP w Krośnie, zaś wsparcia udzieliły nadleśnictwa: Wetlina, Cisna i Komańcza, przez których tereny wiodła trasa.

Okazało się, że zapaleńców jest więcej, niż sadzono; stąd sportowym zmaganiom nadano nieco bardziej rekreacyjny charakter, przewidując dla mniej ambitnych trasy po 11 i 23 km.

Image
Śladem kolejki (foto: Maciej Kuczma)
W sobotę 12 stycznia na dawnej składnicy spedycyjnej Lasów Państwowych w Wetlinie  stawiło się 103 miłośników ścigania się na wąskich deskach. Co ciekawe, przyjechali nie tylko z Podkarpacia, ale również z Małopolski, Warszawy, Lublina  i Poznania – przyjechali, bo kochają Bieszczady i klimat, który panuje tu w każdych warunkach pogodowych.

Na starcie zjawili się również weterani biegania na nartach: Stefania Biegun, przed pół wiekiem reprezentująca nasz kraj na zimowych igrzyskach olimpijskich oraz Michał Chruściel z Rzeszowa, 73-latek wciąż wygrywający rywalizację z o wiele młodszymi zawodnikami. Do walki stanęli też leśnicy, choć więcej niż na zawodach było ich na zabezpieczeniu trasy, zwłaszcza na przejazdach przez drogi publiczne. 

Zanim jeszcze słońce wyszło zza Działu, na dawnej kolejkowej rampie trwało już smarowanie ślizgów, dopinanie kombinezonów, pakowanie plecaków. Wśród zawodników krążył żywy, choć nie całkiem prawdziwy, bo okryty sztucznym futrem, niedźwiedź, zagrzewający ich do walki. Sygnał do jej rozpoczęcia, miast strzału startera,  na myśliwskiej trąbce odegrał „Kiju”  i…. ruszyli!

Okiem uczestnika

Image
Na trasie (foto: Maciej Kuczma)
Wpierw ciasno zrobiło się na trasie, nieco przepychanek i po chwili długi wąż biegaczy kołysał się w rytm odbić desek i pchnięć kijków. Torowisko z Wetliny łagodnie opada, a w dodatku w plecy zawodnicy mieli tu silny wiatr dodający prędkości. Dość szybko zatem każdy z biegaczy znalazł swe miejsce w wyścigu. W ciszy, mąconej jedynie silnymi podmuchami wiatru, słychać było świt nart, czasami zgrzytających po spotkaniu z szyną lub mocującą ją śrubą. Jeszcze kilometr trwały przetasowania, dobór najlepszej techniki do specyficznej trasy. Kijki z wyczuciem szukały oparcia do odepchnięcia, dopiero z czasem, przyzwyczaiwszy się do szerokości toru, omijały zdradliwe szyny.  Teraz można było rozejrzeć się wokół, bo widoki rzeczywiście wynagradzały trud – panujące nad doliną kopuły Smereka, Hnatowego Berda i Połoniny Wetlińskiej, skąpane w słońcu, stały jak zaczarowane. Dodatkowo na bezchmurnym niebie pojawiła się tęcza, którą w tych warunkach można uznać bardziej za zjawisko nadprzyrodzone niż optyczne. Jej potężny sierp, oparty z jednej strony o masyw Falowej, z drugiej niknął gdzieś w bezkresie nieba… Trudno walczyć o dobry wynik, patrząc na takie cuda…

Za Kalnicą szlak wychodził z lasu i dłuższym fragmentem biegł po otwartej przestrzeni. Tu trzeba było dobrze panować nad sobą, by nie dać się zepchnąć z wysokiego nasypu bocznemu wiatrowi. I nie wszystkim się to udało. Podbieg na przełęcz Przysłup stawał się momentami więcej niż trudny. Słychać było sapanie ciężko pracujących narciarzy, naśladujących rytm pracy starej lokomotywy. Niejeden zapewne w tym momencie zazdrościł ciuchci, że na podjeździe zawsze miał jej kto dorzucić koksu do pieca. Biegacze zaś, chcąc dotrzeć do punktu żywieniowego, musieli pokonać słynną „agrafkę” Przysłupia, która dla mniej wytrzymałych kondycyjnie była nie lada wyzwaniem. Tu właśnie na podbiegu rozgrywała się ostra walka o kolejność na pierwszym odcinku. Finisz przy stacyjce był końcówką biegu dla kilkudziesięciu osób, którym do szczęścia wystarczyło 11 km. Ale nie tylko chęć zwycięstwa powodowała uczestnikami – wielu z nich naprawdę przyjechało tu dla przygody i na pewno się nie zawiedli.

Chwała zwycięzcom

Image
W Latarni Wagabundy (foto: Maciej Kuczma)
Ci najbardziej ambitni walczyli o prymat na 23 km, kończąc swój bieg na stacyjce w Majdanie, zaś na najdłuższym dystansie (41 km) ścigało się  26 uczestników. I tu rozegrała się prawdziwa twarda walka o sekundy. Tak ostrej rywalizacji bieszczadzki las nie oglądał od wielu lat. Najlepszy z zawodników, Damian Ciborowski z Jasła,  pokonał całą trasę w 3 godziny i 11 minut, czyli szybciej niż niegdyś robiła to bieszczadzka ciuchcia.

Spośród startujących w biegu leśników, godne odnotowania wyniki osiągnęli: Lidia Dziunycz (główna księgowa z Nadl. Wetlina), która zdobyła II miejsce w kategorii pań na 11 km oraz Wojciech Głuszko, leśniczy z Wetliny, który był XI na dystansie 23 km. Znakomitym rezultatem popisał się Piotr Szczygieł (specjalista w biurze RDLP w Lublinie), przebiegając najdłuższy dystans 41 km w doskonałym czasie 3:14:30 i zajmując III miejsce w biegu głównym. Tym samym biegacz z Lublina został również zwycięzcą klasyfikacji leśników, za co otrzymał nagrodę specjalną dyrektora RDLP w Krośnie.

Kiju oraz zwycięzca biegu D. Ciborowski (foto: Maciej Kuczma)
A przecież nie wszyscy dotarli do mety tak szybko. Niektórzy toczyli walkę nawet ponad 7 godzin, zmagając się z własną słabością i wiatrem, dającym się mocno we znaki.

Na poszczególnych etapach zlokalizowano 3 punkty żywieniowe, zaś nad bezpieczeństwem czuwało kilkunastu ratowników Grupy Bieszczadzkiej GOPR.

Piękną imprezą samą w sobie było zakończenie biegu i dekoracja zwycięzców w schronisku „Latarnia Wagabundy”. Każdy uczestnik otrzymał gustowny pamiątkowy medal. Finałem spotkania była projekcja nowego filmu autorstwa Jacka Frankowskiego pt. „Podróż sentymentalna”, będącego barwną opowieścią o bieszczadzkiej kolejce leśnej. W zgodnej ocenie oglądających obraz zyskał wielkie uznanie za znakomicie skomponowane ujęcia i muzykę nadającą mu swoisty rytm. Film, zrealizowany na zamówienie Centrum Informacyjnego LP przez Ośrodek Rozwojowo-Wdrożeniowy LP w Bedoniu, będzie wkrótce do nabycia na wolnym rynku.

- Najmocniejszy film promocyjny, jaki dotąd nakręcono o Bieszczadach! – wykrzyknął po projekcji Rysiek Denisiuk „Bury”, jeden z bieszczadzkich „zakapiorów”. I trudno chyba oczekiwać lepszej recenzji. Ciuchcia, pogrążona w zimowym śnie, ożyła na ekranie a dzięki narciarzom ożyło też jej torowisko. Zimą daje ono doskonałą sposobność wędrówki. Wiosną znów ruszy po nim sapiąca lokomotywa, a za rok III Bieg Narciarski, tym razem „Z Kijem do Niedźwiedzia”, na który już dziś płynie zaproszenie z Bieszczadów.

Tekst: Edward Marszałek

Więcej zdjęć: Galeria Biegu 
Posłuchaj relacji/nagrania z Radia Rzeszów:  II Bieg.mp3 3,95Mb
 
Polecamy:  Noclegi Bieszczady
 
Materiały prezentowane na stronach serwisu (teksty, zdjęcia) chronione są prawem autorskim. Wykorzystanie wymaga zgody redakcji.
 © OKiWM 2006 www.komancza.info
 współpraca: Twoje Bieszczady
 
W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies - można je wyłączyć w ustawieniach przeglądarki internetowej.